Gaz ziemny i wojna w Iranie – rynki już zareagowały, ale zagrożenia są jak najbardziej realne.
Gaz ziemny to wciąż jeden z filarów energii w Polsce – ogrzewa miliony domów, zasila elektrociepłownie, jest paliwem dla przemysłu chemicznego i spożywczego. Jesteśmy od niego głęboko uzależnieni, a to uzależnienie ma swoją cenę – dosłownie i w przenośni, co możemy obserwować podczas kryzysów takich jak obecny w Iranie i ten czteroletni już w Ukrainie.
Ceny gazu po wybuchu konfliktu w Iranie wzrosły, a europejskie magazyny weszły w ten kryzys osłabione – po wymagającej zimie napełnienie spadło do historycznych minimów.
Jeśli ten konflikt się przeciągnie, sytuacja może się jednak radykalnie pogorszyć. Wyższe ceny energii uderzą w portfele zwykłych ludzi i w gospodarkę. I tu mogą pojawić się spore zagrożenia, o których musimy mówić głośno:
Przy rosnących cenach gazu i “nerwowości” rynków możemy spodziewać się prorosyjskiego lobbingu wewnątrz UE za zniesieniem sankcji na Rosję. Już to widzieliśmy – kiedy Europa się boi, część polityków i grup przemysłowych zaczyna swoje. To byłoby nie tylko geopolitycznie niewygodne, ale też kolejne odwleczenie nieuchronnej transformacji energetycznej.
Prawdziwa odpowiedź na energetyczny chaos nie leży w rosyjskich rurociągach ani w nowych terminalach LNG. Leży w pompach ciepła, izolacji budynków, odnawialnych źródłach energii i efektywności energetycznej.
——————————————————————————————————————–
I na koniec pytanie, które zadajemy zupełnie serio:
Ilu kolejnych konfliktów zbrojnych potrzebujemy jako dowód, że zależność od paliw kopalnych to zagrożenie – i że elektryfikacja energii to nie fanaberia, ale konieczność?
Grafika powstała przy wykorzystaniu narzędzi AI.
Opracowanie: Beata Borowiec